Jak PiS wystraszył się parasolek

W naszym krajowym chaosie widać przynajmniej jedno światełko w tunelu. PiS, jak diabeł święconej wody, boi się polskich kobiet. Nie straszne mu negatywne dla polskiego rządu opinie Komisji Weneckiej, dyskusje w Parlamencie Europejskim ani krytyka dyplomatów unijnych i amerykańskich.

Udający prawych i sprawiedliwych, politycy przestraszyli się tysięcy kobiet, w strugach deszczu i w zimnie demonstrujących w poniedziałek na ulicach. I bardzo dobrze.

Morze kolorowych parasolek miało niezwykle wymowne znaczenie. Pokazało, że pod pozorną kruchością kryje się ogromna siła i determinacja, które mogą zmieść rząd z powierzchni ziemi.
Nawet jeśli dotychczas niektórzy wychodzili z założenia, że od polityki trzeba trzymać się z daleka, dziś już wiedzą, że polityka puka do ich drzwi rękami żądnych władzy i kontroli konserwatystów. I dopomina się prawa do decydowania o życiu, zdrowiu i ciele od żon, matek, sióstr i przyjaciółek.

Po dwutygodniowych pokrzykiwaniach i deklaracjach poparcia dla inicjatywy całkowitego zakazu aborcji, posłowie PiS podkulili ogon i odrzucili projekt ustawy zakazującej aborcji szybciej niż uchwalili niezgodną z prawem ustawę o Trybunale Konstytucyjnym. A w grudniu ubiegłego roku wydawało nam się, że szybciej się nie da...
Co prawda, w tym pośpiechu zapomniano prawidłowo zwołać posiedzenie Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, udzielić głosu opozycji i organizacjom pozarządowym, ale do niestandardowej interpreatacji demokracji zdążyliśmy już wszyscy przywyknąć.
Patrząc na awanturę rozpętaną przez rządzących wokół aborcji, nurtują mnie dwie kwestie:

1. Skoro posłowie PiS, w trosce o słuchanie głosu obywateli, skierowali do dalszych prac ustawę zaostrzającą prawo aborcyjne, to w trosce o co, w tak ekspresowym tempie, ją odrzucili?
2. Co w demokratycznym, z założenia neutralnym światopoglądowo państwie znaczą słowa posłanki Pawłowicz "episkopat upoważnił nas do tego (głosowania)"?

Trzeciego października posłanka Ásta Guðrún Helgadóttir przekazała na ręce polskiego ambasadora w Reykjaviku otwarty list do polskich posłanek i posłów. Ponad 30 islandzkich deputowanych wezwało do poszanowania praw kobiet w Polsce i przypomniało polskiemu parlamentowi, że zarówno Polska jak i Islandia zobowiązały się do likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet ratyfikując Konwencję w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet (CEDAW).
Treść listu dostępna jest tutaj.

W imieniu posłanek i posłanek Nowoczesnej odpowiedziałam na ten list. Chciałam, by parlamentarzyści z Islandii i każdego innego kraju wiedzieli, że w polskim Sejmie są posłowie, broniący praw kobiet i otwarci na rozmowę.
Trwa ładowanie komentarzy...