O moralnej dezaprobacie aktów homoseksualnych

16 czerwca Rada Unii Europejskiej przyjęła Konkluzję w sprawie równego traktowania osób LGBTI. To ważny dokument, bo po raz pierwszy wszystkie kraje członkowskie wypowiedziały się jednym głosem w kwestii równouprawnienia osób LGBTI.

Co czytamy w Konkluzji Rady?

„8. ZWRACA SIĘ DO KOMISJI EUROPEJSKIEJ, by promowała środki nakreślone w wykazie działań na rzecz postępów w zakresie równouprawnienia osób LGBTI przy pełnym poszanowaniu tożsamości narodowej państw członkowskich i ich tradycji konstytucyjnych (…)”,

„11. WZYWA AGENCJĘ PRAW PODSTAWOWYCH UNII EUROPEJSKIEJ do dalszej analizy sytuacji osób LGBTI poprzez sporządzenie wysokiej jakości statystyk w oparciu o najbardziej wiarygodne metody”.

Dalej Rada zwraca się do państw członkowskich o „rozważenie współpracy z Komisją Europejską w celu realizacji wykazu działań na rzecz postępów w zakresie równouprawnienia”. Żadnych przymusów, jedynie zachęty, żeby poprawić sytuację mniejszości, które są często dyskryminowane. Co więcej, realizacja działań miała odbywać się „przy pełnym poszanowaniu tożsamości narodowej państw członkowskich i ich tradycji konstytucyjnych”. Czyli bez rewolucji, to Polacy decydowaliby o podjęciu konkretnych działań w Polsce. A jednak PiS i narodowcy od Kukiza się przerazili.

Narodowiec Sylwester Chruszcz zaproponował homofobiczną opinię sprzeciwiającą się Konkluzji Rady, w której czytamy m.in. „Nie można natomiast przedstawiać moralnej dezaprobaty aktów homoseksualnych czy uzasadniających je opinii i wystąpień społecznych jako dyskryminacji czy fobii”. Ot, opinia mająca racjonalizować tę właśnie dyskryminację i fobię, także wielu posłów.

I gdyby sama opinia - oparta na wierze we własną wyższość moralną i niechęć do inności - nie była już wystarczająco oburzająca, PiS przyjął ją w skandalicznych okolicznościach. Prowadzący posiedzenie komisji poseł Konrad Głębocki (za zgodą koalicji PiS-Kukiz’15) uniemożliwił jakąkolwiek dyskusję. Głosu nie mogli zabrać ani posłowie, ani przedstawiciele organizacji społecznych. Przewodniczący łaskawie zgodził się jedynie, żeby wypowiedzieli się Marek Jurek (nawet nie poseł na Sejm) i Marcin Święcicki. Parlamentaryzm wg PiS to brak debaty i automatyczne głosowanie po linii partii. Tak było i tym razem. Tym razem po linii narodowców, którzy homofobią uwiedli kolegów z PiS.

#lgbt
Trwa ładowanie komentarzy...